January 11th, 2007 by depesz | | 2 comments »
Did it help? If yes - maybe you can help me?

w 1990 mało znany (wtedy) pisarz – neal stephenson opublikował swoją trzecią książkę – snowcrash, znaną pod polskim tytułem zamieć.
książka ta w/g mnie (i pewnie nie tylko) jest genialna. krótką recenzję jej napisał alex.
w książce tej stephenson przedstawił wizję "ulicy". jest to wirtualny świat (metawers), do którego dostęp jest z całego świata, korzystają z niego miliony ludzi. do czego? do wszystkiego. by pogadać, ubić biznes, spotkać się. to samo co w rzeczywistości. ale lepiej – bo w miejscu gdzie nie widać, że nie stać cię na porządne ciuchy czy mieszkanie.
w oparciu o wizję przedstawioną w książce (aha – ulica nie jest osią fabularną książki, jest to bardziej skomplikowane, polecam recenzję alexa oraz własnooczne przeczytanie 🙂 powstało kilka realnych produktów informatycznych.
w większości nieznanych.
z jednym wyjątkiem.
tym wyjątkiem jest "second life" firmy linden labs.
oczywiście można by się spierać czy second life "pochodzi od" metawersu. tym co mnie przekonuje to fakt, że tak jak i metawars tak i second life nie są grami mmorpg. nie łączysz się z grą by zabić smoka czy wziąć udział w jakiejś misji. łączysz się by po prostu żyć. tak jak chcesz. chcesz jeździć na desce? samochodem? projektować ciuchy? stać się gwiazdą? czy może wielkim posiadaczem ziemskim? to wszystko jest możliwe. i nie jest istotne jak wyglądasz w rzeczywistości. nie ważne, że nie masz kasy na paliwo do swojego "malucha". w second life możesz jeździć hummerem czy innym czołgiem. czy być projektantem wziętych ubrań. czy choćby "call-girl".
po co? a po co ludzie robią cokolwiek modyfikującego rzeczywistość? prochy? alkohol? światy gier rpg?
anyway – z second life korzystają setki tysięcy (jak nie miliony) ludzi. świat ten ma swoją walutę (wymienialną na dolary). ma gazety. ma spotkania. ma wszystko co ten (no, poza fizycznym kontaktem, ale to się pewnie zmieni).
najlepszym miernikiem rzeczywistości tego świata jest fakt iż dzienny obrót giełdy na której można kupić (za dolary lub "lindeny") rzeczy do użycia w grze przekroczył milion dolarów. faktycznych. prawdziwych.
ludzie kupują i sprzedają wszystko. ziemię, przedmioty, czas (np. wynajmując się do jakichś prac w second life).
od dawna chciałem spróbować. wejść w ten świat i zobaczyć czy i na ile odbiega od moich wyobrażeń stephensonowej ulicy. ale nie mogłem. aplikacje klienckie były tylko na windows i macos'a (była wersja linuksowa, ale miała kupę bugów).
ale. stał się cud. linden labs otworzyli kod klienta na licencji gpl v2. pozwoli to na szybkie udostępnienie klienta linuksowego. dzięki czemu i ja będę mógł sobie urządzić biuro w tym świecie.
po co? po to co inni. swoje biura w second life otworzyły już firmy takie jak microsoft, toyota, intel, cnet networks, dell, reuters czy sun. ma spotkania ze znanymi (w tym świecie – "first life"). ma swoich terrorystów. niedługo może się okazać, że to tam życie będzie oferowało więcej – choćby ze względu na faktyczny brak granic.

  1. 2 comments

  2. Jan 13, 2007

    nie tyle co biura ale jakie to stwarza ciekawe pole do testowania reakcji kleintów na nowy pordukt… np ciuchy, samochody i inne takie, gdzie liczy sie wyglad.

Leave a comment